Cysterna i fetor

Obudził ją przeraźliwy fetor. Jakby cysterna pełna niezidentyfikowanych chemikaliów podjechała pod blok. Wygląda przez okno... pusto... wraca głową do pokoju... fetor jest, znów wygląda... nic. Patrzy na łóżko. Małe zawiniątko wystawiło pół ciałka spod koca. Dolne pół. I tu dotarło do niej - "to to tak cuchnie. Pielucha jednorazowa". Wstrząsnął nią obraz małej, niewinnej dupinki o skórce grubości pergaminu zawiniętej w to coś cuchnącego, napakowanego chemią. "Co tam musi być w środku co cuchnie tak" - zadumała się. Czary goryczy dopełniła leniwie rozpełzająca się po kuchni zawartość kosza na śmieci..., a raczej pieluszek z poprzedniego popołudnia. "Musi być jakieś inne wyjście..." - pomyślała...

Tak się zaczyna większość przygód z wielo. Moja też :D.

1 komentarze:

Unknown pisze...

My początkowo zużywaliśmy zapasy jednorazówek przyniesionych przez znajomych i o dziwo te renomowanej marki wiodącej prym wśród pieluszek cuchnęły najbardziej....Teraz mamy wielo i kolorową pupę malucha:)

Prześlij komentarz